kwietnia 06
Pierwszy raz usłyszałam o soku z żurawiny, gdy moje maleńkie dziecko miało wielkie problemy z bakterią coli w przewodzie moczowym. W wieku 2 miesięcy nie było jednak możliwe zastosowanie czy leczniczo, czy profilaktycznie. Od tamtego czasu w okresie wiosny i lata pijemy więcej takich soczków i nie wiem, czy dlatego, czy nie, ale problem nie powraca.
Nie przypuszczałam jednak, że dla dorosłego ten problem może też być tak uciążliwy. Przyszło bardzo nagle i myślałam, że nie dojdę do apteki. Pani bez recepty sprzedała mi Furagin (udało się! ) i dolegliwości szybko przeszły - w sumie po 2 dniach było już ok. W ciągu 2 miesięcy powtórka z rozrywki. Oby to już było na tyle, ale piszę dlatego, że żałuję, że nie zapobiegałam w momencie, gdy pora roku sprzyja takim dolegliwościom.
Dodałam też do testów - z innego źródła - suplement z żurawiny, który jak znalazł wpisał się w chwilę słabości mojego pęcherza. I dlatego o tym wspominam, bo rzeczywiście moment był doskonały i intuicja nadawcy wyjątkowa
I w sumie nadal nie wiem, czy to bakteria, czy jakieś przeziębienie było, ale wcinam Vita Butin i póki co jest ok. Dzieciom oczywiście nie daję, bo tak naprawdę nie wiem, kto to testował, a kto nie, a dla dzieci w aptece polecili soczek i tyle
Chyba słuchać należy rad Mam i Babć i trzymać się ciepło, to jeden czynnik wyeliminujemy. Tym czasem - wszystkiego dobrego na po świętach ! I zdrowych pęcherzy też !
lutego 28
Nie uda mi
się w kilku słowach opisać tych wszystkich myśli, które błądzą w mojej głowie w temacie łączenia wychowania dzieci i pracy zawodowej kobiety. Mogę jednak spróbować podpowiedzieć, jak zrobić, aby powrót do pracy nie okazał się niemiłym doświadczeniem, zarówno dla maleństwa i mamy. To potem procentuje. Zachowanie równowagi to wielka sztuka, ale jest to zadanie możliwe do wykonania. Mówię zadanie, ponieważ nic nie przychodzi łatwo, a już na pewno prawdziwe uczestnictwo w życiu naszych dzieci i pełna wyzwań praca.
Podstawą do układania sobie wszystkiego w głowie jest chyba pogodzenie się z faktem, że życie płynie dalej, i że to jak nasze mamy nas wychowywały, nie musi być powielone przez nas - obecne mamy. Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że młodym mamom ciąży w głowie model forsowany przez ich mamy: ja byłam z Tobą w domu 7 lat, poświęciłam Ci kawałek mojego życia, teraz kolej na Ciebie: zostań z dzieckiem! Niania? Dziecko potrzebuje mamy! Babcia? Nie, teraz mam swoje życie …
Musimy same wiedzieć, czego chcemy. Poddajmy się trochę intuicji i wewnętrznym pragnieniom. Sama miałam tak wiele dylematów, że nie wiedziałam, co jest słuszne. Teraz pracuję i mam szczęśliwe dzieci, mimo że 7 godzin dziennie są z opiekunką. Mają w domu ostoję, domowy obiad, który z mężem gotujemy wieczorem. Po pracy mamy czas tylko dla rodziny. Mimo to, pytanie o słuszność moich decyzji wraca średnio raz w miesiącu i wiem, że zawsze tak będzie. Wyrzuty sumienia maleją jednak wraz z tym, jak nasze dzieci potrafią bawić się samodzielnie i tylko ze sobą. Coraz częściej słyszę: ” Mamo, nie przeszkadzaj :)” lub ” Mamo, chcemy to sami załatwić”, a przecież to dopiero początek. Kiedyś będę tylko ukochanym (mam nadzieję) dodatkiem do ich życia. Cieszę się więc, że trochę dbam o siebie i swoją przyszłość. Za kilka dni opowiem krok po kroku, jak osiągnąć harmonię spełnienia ! Poukładam to sobie w głowie, aby każda z Was mogła wykorzystać nasze doświadczenia! Chyba najpierw będzie o tym, czego dzieci uczą się od pracujących rodziców.
stycznia 11
Posted by Nina on niedziela stycznia 11, 2009 Under Żywot kobiety
Mimo że za samą zimą nie przepadam, uważam, że możliwości kulinarne w tym czasie są nie mniejsze niż latem, a niskie temperatury na zewnątrz sprzyjają rodzinnym, sytym posiłkom. Nie biegniemy od razu na dwór, spacery są krótsze, każdy - nawet najmłodszy członek naszej Rodzinki - z przyjemnością czyta książki przy ciepłej herbacie. Powiecie: jedzenie zimą jest mniej wartościowe, bo nie ma prawdziwie świeżych jarzyn i owoców. Szczypta prawdy w tym jest, jednak są przecież mrożonki, przetwory. Co do przetworów, mam obietnicę sama przed sobą, że będę je robić, jak dzieci trochę podrosną z owoców z ogrodu Babuni, a mrożonki wykorzystuję często dopiero od 2 lat, jak naprawdę poczytałam o nich i wewnętrznie przekonałam się do ich jakości i możliwości użycia. Mam teraz już ulubione, jeżeli chodzi o warzywa (HORTEX), dania gotowe (FROSTA), ryby (FROSTA), lody (GRYCAN) - choć to nie mrożonka, o której piszę. W tej chwili jestem przekonana, że np. warzywa z mrożonki mniej mają przejść i mniej chemii, niż te udające “świeże” w supermarketach. Kto się ze mną nie zgadza - zrozumiem, ale mam wrażenie, że mrożonki to sposób na zdrowsze odżywianie w czasach, gdy nawet zsiadłego mleka nie da się nastawić i dzieciom pokazać, czym jest pascha zrobiona z domowej roboty twarogu